Zaczęło się, jak pewnie u wielu ludzi, od nudy i poczucia, że życie gdzieś mi umyka. Miałem wtedy na uwadze od jakiegoś czasu, bo kumpel z pracy ciągle o tym gadał, że tam „przynajmniej człowiek nie siedzi jak głupi przed telewizorem”. A ja wtedy właśnie siedziałem przed telewizorem, z pilotem w ręku, z pustą głową i z tym dziwnym uciskiem w klatce piersiowej, który zna każdy, kto próbuje udawać, że wszystko jest w porządku.
Miałem trzydzieści cztery lata, pracę, która mnie nie cieszyła, mieszkanie wynajęte na obrzeżach miasta i telefon, który milczał częściej, niż bym chciał. Moja dziewczyna odeszła pół roku wcześniej – nie kłóciliśmy się nawet jakoś strasznie, po prostu któregoś dnia powiedziała, że nie widzi przyszłości, i tyle. Zostałem sam z ciszą, która z dnia na dzień stawała się coraz głośniejsza. I wtedy, któregoś wieczoru, gdy nie mogłem zasnąć i przewracałem się z boku na bok, przypomniałem sobie o tym bonus vavada casino. Pomyślałem: co mi szkodzi? Najwyżej stracę stówkę i będzie po sprawie.
Zarejestrowałem się w dziesięć minut. Nick wymyśliłem na poczekaniu – coś głupiego, co teraz nawet wstyd powtarzać. Wpłaciłem sto złotych, dostałem bonus, i zasiadłem do gry. I wiecie co? Pierwsze pół godziny było OKROPNE. Naprawdę. Klikałem te automaty jak robot, nic nie rozumiałem, przegrywałem jeden zakład za drugim, a w głowie miałem tylko jedną myśl: „Boże, jaki ja jestem żałosny, że siedzę o drugiej w nocy i przepalam pieniądze, których nie mam”. Serio, chciałem to wyłączyć. Człowiek ma wtedy do siebie pretensje, że zamiast zadzwonić do kogoś, zamiast iść na spacer, zamiast cokolwiek – on siedzi i gapi się w wirujące bębny.
Ale nie wyłączyłem. I dobrze, bo po jakimś czasie coś się przełamało. Nie chodzi nawet o wygraną – choć przyszła, i to nie mała – ale o to uczucie, że nagle moja głowa zajęta jest czymś innym niż tą pustką. Kiedyś, pamiętam, wpadłem na pomysł, żeby zagrać w turnieju. Nie żadnym wielkim, takim zwykłym, w którym brało udział może ze trzysta osób. I doszedłem do finału. Do finału! Ja, człowiek, który jeszcze tydzień wcześniej nie wiedział, co to jest spin, nagle siedziałem o trzeciej nad ranem z wypiekami na twarzy i walczyłem o pierwsze miejsce. Nie wygrałem, zająłem czwarte, ale dostałem nagrodę pocieszenia – jakieś trzysta złotych. Śmiałem się sam do siebie jak wariat, bo to było więcej niż moja dzienna pensja, a radość była nieproporcjonalnie wielka.
I wtedy zrozumiałem, że ten bonus vavada casino to nie jest dla mnie sposób na życie, ale sposób na oddech. Brzmi głupio, wiem. Ale kiedy człowiek ucieka od rzeczywistości, to szuka czegokolwiek, co da mu chwilę wytchnienia. Ja nie piłem, nie brałem prochów, nie siedziałem na portalach randkowych, żeby łatać dziurę po byłej. Ja grałem. I to granie dawało mi coś, czego nie umiałem sobie dać sam – poczucie, że jednak coś ode mnie zależy. Że jak dobrze kliknę, jak dobrze pomyślę, to mogę wygrać. A jak przegram, to trudno, następnym razem będzie lepiej.
Pamiętam jedną noc szczególnie. Wracałem z pracy autobusem, byłem tak zmęczony, że ledwo trzymałem się na nogach, a w głowie miałem tylko jedną myśl: żeby jak najszybciej usiąść do komputera. Nie dlatego, że byłem uzależniony – no dobra, może trochę – ale dlatego, że tam, przy tych automatach, nie musiałem myśleć o tym, że jutro znowu muszę wstać o szóstej i iść do roboty, której nienawidzę. Nie musiałem myśleć o tym, że nie mam do kogo wrócić. Nie musiałem myśleć o tym, że moje życie wygląda jak seria dni, które niczym się od siebie nie różnią. Po prostu klikałem i byłem gdzie indziej.
Któregoś wieczoru wygrałem naprawdę sporo – ponad trzy tysiące złotych. Wypłaciłem od razu, bez zastanowienia. I wiecie, co zrobiłem z tymi pieniędzmi? Nie wydałem ich na głupoty. Zapłaciłem zaległy czynsz, kupiłem sobie nowy telefon, bo stary się rozpadł, i pojechałem na weekend w góry. Sam. Pierwszy raz od lat. I tam, na tym szlaku, kiedy szedłem sam i patrzyłem na te wszystkie szczyty, pomyślałem sobie, że może nie jest ze mną tak źle. Może ta gra nie jest ucieczką, tylko przystankiem. Może potrzebowałem czegoś, co mnie na chwilę odciągnie od tej całej codzienności, żebym mógł spojrzeć na nią z dystansu.
Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak reklama. Nie namawiam nikogo do hazardu. Wiem, że wielu ludzi się na tym przejechało i straciło wszystko. Ale ja miałem szczęście – trafiłem na moment, kiedy potrzebowałem czegoś, co mnie wyrwie z marazmu, i trafiłem na bonus vavada casino, które dało mi nie tylko wygraną, ale też chwilę zapomnienia. A czasem, kiedy człowiek jest na dnie, nawet chwila zapomnienia jest na wagę złota.
Dziś nie gram już tak często. Może raz na tydzień, czasem rzadziej. Mam nową pracę, trochę lepszą. Zacząłem chodzić na siłownię. Nawet kilka razy spotkałem się z ludźmi, których poznałem przez internet. Nie mówię, że wszystko naprawiło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – nie, do dziś bywają dni, kiedy czuję ten sam ucisk w klatce piersiowej i tę samą pustkę. Ale nauczyłem się, że ucieczka nie musi być zła, jeśli wiesz, że to tylko ucieczka. Że wrócisz. Że to nie jest dom, tylko hotel na jedną noc.
Czasem, kiedy siadam do komputera i widzę ten znajomy ekran, uśmiecham się pod nosem. Nie dlatego, że wygrałem – choć kilka razy jeszcze mi się udało – ale dlatego, że przypominam sobie siebie sprzed roku. Tamtego faceta, który nie wiedział, jak poradzić sobie z ciszą, i który znalazł w bonus vavada casino coś, co dało mu namiastkę kontroli. Może to śmieszne, może to smutne, ale to prawda. Czasem trzeba się zgubić, żeby się odnaleźć. A ja się odnalazłem.