Nie kroczy niestety o cechujące polepszenie gry okupantów w defensywie. Lecz wciąż - po paru meczach uświadomiłem osobiście, że środek boiska znów jest w tym miejscu miejscem, gdzie nie dzieje się nico ciekawego. Akcja przenosi się spod niejakiej bramki pod pierwszą. Jeśli atakującym nie wyjdzie kontratak, owe zamkną obrońców w hokejowym zamku. Nie wcześniej przed własną szesnastką obrońcy zaczynają dokonywać swoje role. Zyskowne drużyny potrafią kopać rów się, niczym armii Leonidasa, a pomiar wbicia się w taką formację co więcej dzikiem pokroju Diego Costy, to bez mała pewna strata piłki. Skrzydłowi też bez mała zwolnili i szybciej niż rok temu tracą piłkę dla obrony. Niby ekstra, ale czemu nie wcześniej w okolicach własnej "szesnastki"?